Wywiad z Szymonem Jachimkiem

„Wyklęty”-recenzja
11 stycznia 2017

Wywiad z Szymonem Jachimkiem

Moim dzisiejszym gościem jest niezwykle skromny miłośnik herbaty i dobrego wina. Urodzony w 1982 roku Szymon Jachimek. Artysta kabaretowy, aktor i reżyser sztuk teatralnych, z wykształcenia socjolog, chociaż jak sam twierdzi poza studiami nie przepracował w tym zawodzie ani godziny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kim chciałeś zostać jak byłeś mały?

Pamiętam, że jak miałem 8 lat chciałem zostać piłkarzem.

Kogo więc spotkałeś na swojej drodze, że zostałeś aktorem?

Ja nie jestem aktorem, występuję na scenie, ale aktorem nie jestem. Ale na  pewno mój brat Tomek, bo kiedy miałem lat 15 zabrał mnie na Lidzbarskie Wieczory Humoru i Satyry, wtedy on jeszcze występował z kabaretem Strzał z Aurory, będąc jeszcze smarkaczem poznałem całą plejadę gwiazd telewizyjnych, kabaretowych, byli tam Władek Sikora i Grzegorz Halama, rok później Grzegorz Halama napisał dla mnie monolog na Poligon Kabaretowy.  Nie, żebym ja to dobrze zrobił, ale to była okazja do pierwszej współpracy. Tomek pokazał mi, że ten świat jest dostępny.

Druga sprawa jest taka, że kiedy poznałem Abelarda, w Teatrze Młodzieżowym, w którym obaj graliśmy, on dowiedział się, że Tomek jest moim bratem, że możemy razem tworzyć kabaret, to strasznie się zapalił, bo on zawsze szukał partnera, takiego z którym mógłby razem wymyślać. Ja byłem na Kabaretonie Zielonogórskim, który odbywał się w Gdańsku, ale artyści z Zielonej Góry przyjechali ja już ich znałem, bo byliśmy razem na kilku wyjazdach wakacyjnych z powodu mojego brata. Miałem taki specjalny identyfikator z napisem „GOŚĆ”, a Abelard kupił bilet taki za 20 zł czy za 25 i on zapytał „wow skąd to masz”. Potem po rozmowie podjęliśmy decyzję, że będziemy razem współpracować,  a potem…..

Był kabaret „Limo”

Dokładnie

Powiedziałeś, że nie jesteś aktorem, ja jednak znalazłam informacje, że grałeś w teatrze Gdańskim, słyszałam na przykład o Romeo i Julii.

Tak, i grałem Merkucja i to była fajna rola. To był teatr młodzieżowy, więc uczyłem się tekstu, próbowałem wykreować rolę. Natomiast  ja nie mam tego warsztatu, mam kiepską dykcję, mam krzywy zgryz, mam dużo ujm które powodują, że nie. To była młodzieżowa grupa Wybrzeże i to była część teatru w Gdańsku. Tam tak naprawdę występował cały skład kabaretu „Limo” który się później utrwalił, a więc Abelard, Ewa, Wojtek i ja. Poznaliśmy się dokładnie tam. Owszem występowaliśmy w spektaklach i to ma swój urok, ale to było takie amatorskie. To był fajny czas, bo o ile szkoły aktorskie rzadko dają możliwość stworzenia własnego spektaklu, o tyle my mając lat dwadzieścia parę mieliśmy taką możliwość. Ja mając lat 20 wyreżyserowałem mój jedyny jak na razie spektakl  w życiu. Ten teatr bardzo nas nakierowywał na to żebyśmy używali wyobraźni. Nawet chciałem składać do szkoły aktorskiej, ale kiedy dostałem się na studia zarzuciłem ten pomysł, bo w tym teatrze i w kabarecie już tyle się działo, że stwierdziłem, że szkoda czasu.

Ale zanim o kabarecie, to wiem również, że brałeś udział w produkcjach telewizyjnych.

Miałem role mówione, jest film „Wożonko” który można zobaczyć gdzieś na sieci. Abelard pisał scenariusz, a ja z Wojtkiem graliśmy parę płatnych morderców.

                Ale to nie tylko „Wożonko”

A co jeszcze masz?

                „W stepie szerokim”, „Czarna woda” i „Swing”.

„Czarnej wody” to nawet nigdy nie widziałem. „W stepie szerokim” miałem maluteńki epizodzik. W „Swingu” grałem i to jest chyba szkoda dla tego filmu, bo to jest świetny tekst, a my go położyliśmy, jako obsada aktorska. Można powiedzieć, że jestem aktorem, bo grałem w teatrze i tak samo występowałem w filmach, ale …..

                Wróćmy do kabaretu, już mówiłeś jak do niego trafiłeś, a właściwie tworzyłeś go od podstaw…..

To nie do końca tak, było tak, że Abelard chciał tworzyć kabaret, miał kumpli z klasy we czterech  zrobili kabaret szkolny i nagle wszyscy powiedzieli, że to było super i Abelard wrócił do domu i zaczął pisać nowy program.

To był ich kabaret szkolny, ale w pewnym momencie dwóch chłopaków stwierdziło, że wolą naprawiać samochody. Potem ten skład się zmieniał, najpierw doszła Ewcia, potem doszedłem ja i potem długo występowaliśmy w takim składzie z Marcin Kulwikowski. Mateusz w 2007 r. zakochał się w Portugalce i wyjechał, a na jego miejsce wszedł Wojtek. No i w takim składzie graliśmy już do końca. Więc nie tworzyłem od podstaw, doszedłem w takim śmiesznym momencie, bo umówiliśmy się z Abelardem, że jak dostanę się na studia to wtedy. Nie chciałem zajmować się kabaretem, więc najpierw zrobię maturę, potem dostanę się na studia i dopiero. Udało mi się zdobyć indeks jeszcze przed wakacjami 1  czerwca dowiedziałem się, że jestem studentem socjologii. Zadzwoniłem do Abelarda i powiedziałem, że już jestem. Tydzień później Oni zdobyli razem z kabaretem „DNO” 1 miejsce na Pace. Miesiąc po moim wstąpieniu do kabaretu był kolejny festiwal kabaretowy, gdzie byliśmy wzmocnionym składem, bo doszedłem ja i nie dostaliśmy nawet wyróżnienia to było przykre, ale Abelard mnie nie wyrzucił i tak to się potoczyło.

Z kabaretem „Limo” stworzyliście postać „Mariusha” i nawet nagrałeś płytę.

Historia jest taka, że byliśmy kiedyś w Ostródzie na wyjeździe kabaretowym. Właśnie                       z Abelardem i był konkurs karaoke. Abelard mnie namówił, żebym wziął udział, a ja zaśpiewałem „Jesteś szalona” i tu wydarzyło się coś niezwykłego jak na konkursy karaoke, bo to za zwyczaj jakaś pijana osoba wychodzi zaczyna śpiewać, jednym się to podoba, a inni mówią co za kaszana. A tu było tak, że cała knajpa ucichła i patrzyli co tam się dzieje. Ja poczułem flow, a Abelard stwierdził, że musimy nagrać filmik, to znaczy nagrać skecz. Potem jak się pojawiła opcja filmików to Abelard napisał scenariusz, ale zostawił miejsce na teksty piosenek. Jak to nagrywaliśmy to był super wyjątkowy dzień, bo go nie było. To ja siedziałem z kartką i w 15 minut powstały hity jak „Kręć dupcią”, „Czemu nie ma Ciebie tu” i „Kocham Cię hej, hej”. To był efekt 15 minut wytężonej roboty i te piosenki śpiewam do dziś. Stwierdziłem, że mam tyle piosenek, że połowa płyty jest, drugą po prostu trzeba dopisać. I tak zrobiliśmy płytę. Nazywa się „Usta pełne marzeń”, pewnie gdzieś tam jest jeszcze dostępna. Ja miałem nadzieję, że to będzie taki pomost między disco polo a kabaretem, że oba nurty to docenią. Ale się okazało, że zamiast trafić do obu nurtów to nie trafiło do żadnego. Disco polo uważa, że robię się z nich wyśmiewam, a kabaret, że robię disco polo.  Mariush nie jest stworzony do wielkiej kariery, ale ja go nazywam pomostem między disco polo  a poezją śpiewaną.

                Po rozpadzie kabaretu współpracowałeś przez jakiś czas z „Latającym Klubem 2”.

Tak „Wiadomości w mig”. Jest tak, że każdy taki program potrzebuje newsów. Wpadłem na taki pomysł z Abelardem, bo to jest zawsze moje ciało doradcze i mój wielki autorytet w pisaniu tekstów. I poszedłem z tym do telewizji. I to okazało się trudne, bo my nagrywaliśmy to dwa dni przed emisją i ten tekst powinien byś super świeży i super nauczony, żeby bieganie nie przeszkadzało. Ilość dubli nie jest spektakularna, bo biegnę, biegnę i się mylę w tekście, albo biegnę i łapie mnie zadyszka.

                Teraz chociaż nie widać Cię już w telewizji to nadal występujesz.

Tak. Głównie to występy Mariusha i improwizacje kabaretowe w różnych składach. Wraz z Wojtkiem mamy też projekt który strasznie lubimy nazywa się to „Jachimek, Tremiszewski trio”. Trio dlatego, że za każdym razem jak  gramy w jakimś mieście to bierzemy muzyka lokalnego i na oczach widzów wymyślamy historię jakiegoś do tej pory nie istniejącego muzyka, ale my robimy z niego wielką gwiazdę. To jest taki film biograficzny, więc to są zarówno scenki z jego życia jak doznaje olśnienia, jak jest na szczycie, jest na dnie, to wszystko przetykamy piosenkami które w 100% improwizujemy. Tych piosenek jest coś w okolicach 15 na takie 2 godzinne show. Powoli się przymierzam do ćwierćwiecza pracy artystycznej. W przyszłym roku jak wszystko dobrze pójdzie.        11 lat miałem jak po raz pierwszy na scenie występowałem, od wtedy regularnie zacząłem występować na scenie.

Czytałam również, że w 2008 miałeś swój debiut jako felietonista na Onecie.

Tak, to prawda. Do Onetu pisałem 2 lata. I to nie były proste dwa lata, bo felieton miał mieć 3600 znaków i miał się ukazać się raz w tygodniu i to było moje pierwsze zmierzenie się z Internetem nie jako kabaret lecz jako Szymon Jachimek. Teraz piszę dla takiego prężnie rozwijającego się portalu trojmiasto.pl, tu też piszę od 2 lat, tylko tu jest prościej bo tutaj jest 3000 znaków co dwa tygodnie. To co powstaje tam jest dojrzalszy od tego co pisałem na Onet, chociaż nadal nie jest to takie jakie chciałbym, żeby było.

                Co jest twoim największym marzeniem?

Chciałbym móc kiedyś utrzymywać się z tantiem. Bo to czym się teraz głównie zajmuję to jest pisanie i felietony to jedno, natomiast głównie są to sztuki teatralne. Wydawałoby się, że praca w domu jest taka fajna i rzeczywiście, ale kiedy dzieci zachorują i ty masz coś do napisania i gonią cię terminy to ja wtedy bywam bardzo sfrustrowanym człowiekiem i krzyczącym na dzieci, bo chciałbym, żeby one zajęły się sobą, a one są jeszcze w takim wieku, że nie za bardzo potrafią. Natomiast w ciągu ostatnich 2 lat miałem premierę ok.10 tekstów, najbliższa to będzie „Pierwsza rzecz” w teatrze instytucjonalnym w Olsztynie to jest mój autorski musical.

Czy mały ty byłby dumny z tego kim jesteś teraz?

Myślę, że nie byłby dumny z jednej rzeczy, że aż tak bardzo nie doceniam tego co udało mi się zrobić. Że jakby mając tyle lat nie przepracowałem nawet godziny na etacie. Że marzenia, w tej chwili mówię o piłkarzu, się nie spełniły. Ale piłkę szybko zastąpiła scena. Faktycznie jestem z siebie bardziej niezadowolony niż zadowolony.

Cały wywiad można przeczytać:

http://gdziedojade.blogspot.com/2017/03/peny-wywiad-z-szymone.html

W przyszłym miesiącu wywiad z kimś innym…..

Komentarze są wyłączone.